Zdzisław Ambroziak:"Kiedyś...kiedyś przed laty, kiedy pisałem taką analizę dla `Gazety Wyborczej´, napisało mi się : Co by było, gdyby nie było Piotra Gruszki? Otóż, trzeba byłoby go wymyśleć."
Paweł Zagumny: "Piotrek jest człowiekiem, którego czasem ciężko rozgryźć. Na pewno bardzo emocjonalnie podchodzi do tego, co robi, przejmuje się tym. (...)Jest profesjonalistą, dobrze wykonuje swój zawód. (...)W reprezentacji może ostatnio nie dogrywa głównej roli, za to pełni bardzo ważną funkcję kapitana i uważam, że bardzo dobrze się z niej wywiązuje. A to przecież również nie jest bez znaczenia."
Krzysztof Ignaczak: " Prywatnie to odpowiedzialny, dojrzały facet, ma jasno określone cele w życiu i wie jak do nich dążyć i jak je realizowaae. Pogodny, wyrozumiały w codziennych kontaktach poza boiskiem. Naprawdę fajny i inteligentny facet. Na boisku jest ambitny, waleczny, taki dobry duch zespołu. Potrafi pociągnąć grę, kiedy inni zawodnicy przeżywają ciężkie chwile na parkiecie. (...) Piotr bardzo wiele myśli o grze, wyciąga wiele wniosków, przez to poprawia elementy gry. Ciężko pracuje na treningach, stara się być coraz lepszy, nie lubi przegrywać, przy napięciach i stresach można na niego liczyć."
Alojzy Świderek: "On już gra 12 lat w kadrze i zawsze jest jednym z kluczowych zawodników pomimo tego, że nie zawsze gra w podstawowej szóstce. Ja wiem, że ta rola rezerwowego ostatnimi czasy, nie jest mu na rękę i może być mu przykro. Jednak znakomicie się sprawdził na mistrzostwach świata w meczu z Rosją. To między innymi dzięki niemu ten mecz został wygrany. Nawet w takim krótkim epizodzie ta jego postawa, taka dojrzała, profesjonalna przydała się zespołowi. Jest bardzo profesjonalny na treningach, robi wszystkie rzeczy jak się od niego wymaga, podporządkowuje się w każdej roli. To, co ma do zrobienia wykonuje dobrze i sumiennie. Także jego pozycja kapitana z roku na rok staje się mocniejsza. Z resztą nie buduje się autorytetu kapitana z dnia na dzień. Piotrek to taka ostoja reprezentacji."
Sebastian Świderski Zabrzmi to pewnie górnolotnie, ale... to jest wzór do naśladowania dla młodszych zawodników. Gra w kadrze najdłużej ze wszystkich. Kiedyś nawet dla nas, kolegów z tego samego rocznika, był wzorem, bo pierwszy trafił do dorosłej drużyny. _Grusza" nigdy nie odmówił selekcjonerowi, był zawsze do jego usług. I nigdy nie narzekał. To prawdziwy góral - zawsze prze naprzód, dąży do celu. Piotr Gruszka ma wielu przyjaciół i znajomych; wrogów znaleźć trudno. Nie tylko w sportowym kręgu. Widziałem nawet ostatnio w telewizji, że kibicował Zygmuntowi Chajzerowi w _Tańcu z gwiazdami". Bo on taki jest - otwarty, sympatyczny i szczery. Zaczynał jako atakujący, potem często przestawiano go na pozycję przyjmującego. Przed ME z braku innych zawodników znów wylądował po przekątnej z rozgrywającym i chwała mu za to, jak się zaprezentował w Izmirze. W najważniejszym momencie nie zawiódł, a to sztuka zagrać w najtrudniejszych meczach lepiej niż w okresie przygotowawczym.
Waldemar Wspaniały: Śledzę karierę Piotrka od samego początku, bo przecież gdy jeszcze prowadziłem Płomień Sosnowiec, to on wtedy stawiał pierwsze kroki w Bielsku jako nastolatek. To jest przedstawiciel całej reprezentacji, która w Izmirze sprawiła taką piękną niespodziankę. Moim zdaniem może nawet zostać najlepszym siatkarzem Europy 2009 roku. Mało kto pamięta, ale on był już najlepszym atakującym ME w Berlinie w 2003 roku. Bardzo go szanuję także za to, że różnie z nim było jeśli chodzi o pozycje. Raz atak, raz przyjęcie, znów atak... Nigdy jednak nie miał zastrzeżeń, zawsze był zawodowcem i bez dyskusji robił to, co było lepsze dla zespołu. Przykład mieliśmy nawet w sobotę, gdy nagle poprosiłem go, by w Bydgoszczy spróbował gry w ataku, choć wcześniej tak nie trenowaliśmy. On jest z gór i to ma moim zdaniem znaczenie. Z kilkoma chłopakami z tamtego okręgu - Kęty, Andrychów - pracowałem i wszyscy byli twardzi oraz - odpukać, bo Piotrek nigdy nie miał kontuzji - zdrowi. A do tego życzliwi i pracowici.
Wiktor Krebok: Piotrek Gruszka ma rutynę, przegląd sytuacji, siłę. Przed mistrzostwami Europy każdy narzekał, że po kontuzji Mariusza Wlazłego czeka nas katastrofa, ale okazało się, że nie tylko nie było katastrofy, ale nawet wypadku przy pracy. A ja cieszyłem się z powrotu Piotrka Gruszki na pozycję atakującego. On przecież zaczynał tak jeszcze jako nastolatek w prowadzonej przeze mnie kadrze i ja mam do dziś wielkie pretensje do kolejnych trenerów, że uczyli go przyjmować, w dużym stopniu na siłę zmieniając pozycję. Mój Boże, jak ten synek grał w Patras w 1996 roku, gdy kwalifikowaliśmy się do igrzysk w Atlancie. Komplementom nie było końca. A potem, jak zaczęto go przestawiać, nie miał przez pewien czas przyjęcia, a i z atakiem zaczął miewać kłopoty. Wiele sił i energii stracił w ten sposób. Jako atakujący mógł być najlepszy na swojej pozycji na świecie. Ale jego kariera potoczyła się inaczej. To jednak dziś nie jest istotne. Ważne, że zdobył z reprezentacją już dwa medale wielkich imprez.